Menu
pracownik

„Śmieciówki” powodem zmiany pracy podczas pandemii

„Śmieciówki” to najsłabsze umowy, na podstawie których pracodawcy zatrudniają pracowników. Podczas pandemii to właśnie osoby zatrudnione na umowach zlecenie lub o dzieło najłatwiej było zwolnić, pozostawiając ludzi bez dochodu w czasie kryzysu. Teraz jednak pracodawcy mają problem ze znalezieniem pracowników.

„Śmieciówki” w czasie pandemii

Gdy nadeszła pandemia, pracodawcy zaczęli poszukiwanie oszczędności. Zamknięte biznesy generowały straty, a koszty można było ciąć między innymi poprzez zwalnianie pracowników. Tyczyło się to zwłaszcza tych osób, które zatrudnione były na bazie owianej złą sławą „śmieciówki”.

Z przeprowadzonych ostatnio badań IBRiS wiemy, że 90% Polaków nie zmieniło swojej pracy w czasie pandemii. Taki wynik otrzymamy jednak dopiero wówczas, gdy nie uwzględnimy osób zatrudnionych na podstawie umów śmieciowych. Okazuje się bowiem, że aż co trzecia osoba zatrudniona na podstawie umowy zlecenie lub umowy o dzieło zmieniła swojego pracodawcę.

Pracownicy musieli przejść przez ciężki czas, ponieważ o znalezienie nowej pracy w dobie pandemii nie było łatwo. Teraz jednak sytuacja zaczyna się poprawiać. Rynek pracy wyraźnie ożywa, a zbliżający się sezon wakacyjny to wzmożony okres zatrudniania w niektórych branżach.

„Śmieciówki” orężem pracodawców?

Można powiedzieć, że aktualnie pracownicy znów mają więcej do powiedzenia. Jak donoszą wieści z turystycznych regionów Polski, osoby poszukujące pracy… Stawiają coraz śmielsze wymagania pracodawcom. Aktualnie ofert pracy jest bardzo dużo, jednak ludzie mobilizują się wzajemnie, aby nie odpowiadać na te ogłoszenia, w których stawki godzinowe są na niskim poziomie.

W internecie coraz częściej możemy natrafić na komentarze użytkowników, piszących o „potrzebie solidarności”. Chodzi o to, aby osoby poszukujące pracy nie zgadzały się na minimalną stawkę. „Tylko tak skończymy z patologią” – przekonują internauci.

Faktycznie, aktualnie branża gastronomiczna potrzebuje personelu. Brakuje kelnerek, barmanów czy kucharzy. Niektóre ogłoszenia mogą jednak odstraszać potencjalnych zainteresowanych. Choć zapotrzebowanie na pracowników jest ogromne, oferowane stawki raczej poszły w dół. Można wyjść z założenia, że niektórzy przedsiębiorcy chcą, aby ich pracowników opłacili klienci w postaci dawanych im napiwków.

Z jednej strony pracodawcy chcą odbić się po pandemii poprzez obsłużenie możliwie jak największej ilości gości. Z drugiej jednak strony nie zrobią tego bez odpowiednio dużego personelu. Sęk w tym, że aktualnie bezrobocie jest na niskim poziomie. Oznacza to, że o pracowników trzeba walczyć, a ci są już zrażeni do popularnych „śmieciówek”, ponieważ kryzys pokazał im, jak łatwo o utratę pracy, gdy nie ma się odpowiedniej umowy.

Stać w kuchni pod okapem przez kilkanaście godzin na dobę w temperaturze dochodzącej do 60 stopni Celsjusza? Do tego wysłuchiwać skarg, a 10. dnia miesiąca mieć ucinane regularnie pieniądze „za karę”? Obsługiwać gości do wieczora, a potem jeszcze sprzątać salę też za 14 złotych na godzinę? Nie zgadzajmy się na taką pracę i płacę – apelują w internecie kucharze oraz kelnerzy.

„Śmieciówki” a rynek pracy

Nie da się ukryć, że na rynku pracy dochodzi do dużych przemian. Pracownicy lepiej wiedzą już, czego mogą oczekiwać od pracodawców. Cennym atutem są między innymi elastyczne godziny pracy oraz możliwość pracy hybrydowej, czyli wykonywanie części swoich obowiązków z domu, a części w miejscu zatrudnienia.

Ponadto „śmieciówki” osoby poszukujące pracy wybierają w ostateczności. Wciąż jest to popularna forma zatrudnienia, jednak można spodziewać się, że z biegiem czasu będzie ona dotyczyła wyłącznie najmniej prestiżowych zawodów. Przede wszystkim na rynku pracy brakuje pracowników, dlatego pracodawcy muszą w jakiś sposób do siebie zachęcić. Jedną z zachęt jest oferowanie od razu umowy o pracę, a do tego rozmaitych benefitów.

Jan Strychacz

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Udostępnij